paryski szyk

via b-elle




Zaczęło się chyba od "Paryskiego szyku", a może jeszcze wcześniej - od "Francuzki nie tyją"? Faktem jest, że księgarniane półki powoli zaczynają uginać się pod ciężarem książek opiewających francuski styl życia: paryski styl, francuskie zwyczaje żywieniowe, a nawet francuskie metody na wychowanie potomstwa. Na bazie tej powszechnie dostępnej literatury jak grzyby po deszczu wyrastają nowe blogi, których autorki - najczęściej po początkowym zachłyśnięciu się jedną z ww. pozycji i obowiązkowym pouczeniu czytelników co i jak powinny nosić, aby być french - znikają wraz z nastaniem pierwszego deszczowego dnia (bo przecież w Paryżu zawsze świeci słońce).

Modzie uległam i ja już jakieś dwa lata temu, kiedy mój umysł zaczęły zaprzątać myśli o minimalizmie, którego uosobieniem jest dla mnie właśnie francuski styl życia. Nie wiem, czy w blogosferze jest miejsce na kolejne bardziej lub mniej trafne podsumowanie paryskiego szyku (i w tym momencie żałuje, że nie stworzyłam go dużo wcześniej), ale zaryzykuję na swoje usprawiedliwienie podając fakt przeczytania i obejrzenia chyba wszystkich materiałów w tym temacie oraz przejście szkolenia nt stylu i gracji ;)

Krok 1: Wszystko do siebie  pasuje

Wytrawni minimaliści z pewnością potrafią mieć w szafie 10 sztuk odzieży i wyglądać oraz czuć się świetnie. Jeśli jednak nie chcemy martwic się o to, co na siebie włożymy kiedy naszą jedyną parę spodni spotka coś złego, warto posiadać trochę więcej. Nie chodzi przecież o to, żeby na siłę się ograniczać, a bardziej o to, żeby uwielbiać wszystkie swoje ubrania i czerpać przyjemność z ich noszenia. Żeby uniknąć dylematu każdego ranka, bo wszystko można nosić ze wszystkim. 

Podstawą są kolory. Nie jest tajemnicą fakt, że Francuzki zazwyczaj wybierają stonowane kolory, nazwijmy je neutralami, do których zaliczymy biel, beż, czerń czy też granat. Zadbajmy o to, aby nasza szafa opierała się właśnie na 2, 3 kolorach, najlepiej neutralach, bo czy jest coś bardziej szlachetnego niż czerń/granat oraz biel czy beż? Dobierzmy idealne dla nas odcienie - nie musimy nosić czystej bieli, a np. biel złamaną. Wykorzystajmy dostępne zasoby, a następnie stwórzmy listę rzeczy, których nam brakuje. Nie spieszmy się jednak z zakupami - bądźmy wymagające. Przecież chcemy, żeby nasza neutralna baza służyła nam jak najdłużej - zaoszczędźmy więc trochę gotówki tak, żeby móc pozwolić sobie na zakup rzeczy lepszej jakości - to inwestycja.  Materiał musi być przyjemny w dotyku, a ubranie wyglądać na droższe od jego rzeczywistej ceny.  Dzięki tak starannie skompletowanej garderobie będziemy mogły każdego ranka bez obaw sięgać do szafy  z zamkniętymi oczami.

Krok 2: Indywidualizm

Pamiętajmy o tym, żeby nie starać się być podobnym do zbyt wielu ludzi na raz. Inspiracje są dobre, ale nie wszystko co ładnie wygląda na zdjęciu będzie nam pasowało. Bądźmy charakterystyczne. Nośmy z przyjemnością jeden fason jeansów i spódnice o podobnym kroju.
Kiedy mamy już przygotowaną idealną bazę w neutralnych kolorach wystarczy dołożyć do tego detale/dodatki w naszych ulubionych barwach. To one nadadzą nam indywidualizmu. Mogą być to buty (jak świetnie wyglądają burgundowe buty do czarnego stroju!), apaszka (którą można zawiązać na tysiąc sposobów - kilka z nich tutaj). Nie warto jednak i tutaj przesadzać i uważam, że wystarczą dwa, maksymalnie trzy kolory.


Krok 3: Uniwersalizm

Najlepszym wyjściem jest posiadanie rzeczy na tyle uniwersalnych, że zawsze i wszędzie możemy je na siebie włożyć (przykładową listę znajdziecie tutaj). Wyjątkiem są oczywiście stroje sportowe czy wieczorowe (chociaż podobno prawdziwa Francuzka nie zawaha się przed wycieczką na zakupy do spożywczaka w sukience wieczorowej i szpilkach). Stroje o szczególnym przeznaczeniu, np. do jazdy konnej, powinnyśmy posiadać w zależności od form naszej aktywności, ale to chyba oczywiste ;)

Połączenia nie powinny być zbyt banalne. Na co dzień do białej sukienki zamiast szpilek warto włożyć np. botki, szpilki z kolei do zwykłych jeansów. Jeśli do bardziej eleganckiego stroju, np. jedwabnych spodni, włożymy zwykłą bluzę, efekt może być ciekawy. Tego typu połączenia są chyba modne już od jakiegoś czasu, ale elfy mówią, że takie mixy są charakterystyczne właśnie dla stylu Francuzek (podobne źródło ma noszenie butów sportowych do eleganckich garniturów).

Krok 4: Odrobina luksusu

To będzie trudna lekcja - przynajmniej dla mnie była. Korzystanie na co dzień z naszych najlepszych rzeczy. Nawet jeśli cały dzień spędzamy w domu i nie spodziewamy się gości, tak jak Francuzki powinnyśmy pozwolić sobie na to, żeby mimo to nosić nasze najlepsze ubrania. Jeśli obudzimy się w swojej najlepszej piżamie/koszuli, od rana będziemy miały lepszy nastrój. W końcu ubieramy się przede wszystkim dla siebie.

Zadbajmy o to, żeby przynajmniej jedna rzecz, którą posiadamy była, jak na nasze możliwości, luksusowa. Na przykład torebka, która jest na tyle uniwersalna, że możemy ją wszędzie ze sobą zabrać i na tyle piękna, żebyśmy nie miały ochoty zmieniać jej na inną każdego ranka.

Jestem ciekawa jakie są Wasze przemyślenia na temat stylu Francuzek? Na jakie inne cechy dla niego charakterystyczne zwróciłyście uwagę?

3 komentarze:

  1. Świetny blog, bardzo inspirujący.
    www.kashmirinspirations.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Twój blog trafiłam przez przypadek i choć nie przepadam za blogami twój jest bardzo fajny. Ja też lubię Francję (choć osobiście nie byłam) i francuski "styl".
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo ciekawy blog bede podpatrywac!
    ps. butki na tym foto super!
    xoxo
    Patinka
    www.patinkasworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń