sunday morning

via the a&v film club




















Piszę po dość długiej przerwie, a takie powroty nie są łatwe. Nie mam na myśli czasu, który upłynął od czasu publikacji ostatniego wpisu, ale utratę systematyczności ich dodawania. Ułożenie każdego zdania staje się trudne, ale umiejętność zgrabnego pisania w końcu nie jest priorytetem u blogerek piszących o modzie. Z tym, że nie jestem pewna czy piszę o modzie. Ostatnio postanowiłam być najmniej modną blogerką, potem odwiedziłam kilkanaście blogów i zorientowałam się, że właściwie już nią jestem. Nie mam chyba żadnego niezbędnika sezonu. Zamiast spędzać czas w centrach handlowych wolę myśleć o ładnych i zbyt drogich rzeczach, które kupię, kiedy już będę bogata. Jestem nawet na tyle praktyczna i sentymentalna, że coraz rzadziej mam ochotę na posiadanie nowych rzeczy.

may uniform


Ostatnie dwa dni były naprawdę chłodne. Stały się one okazją do "odkurzenia" po zimie mojej musztardowo - miodowej kurtki, z którą nie rozstawałam się przez ostatnie 2 lata, aż nagle ogarnęła mnie pokusa pozbycia się jej. Jej kolor, krój nie bardzo pasowały do mojej nowej, minimalistycznej wizji siebie. Ostatecznie nadal jestem rozdarta pomiędzy klasycznymi odcieniami czerni czy beżu, a ciepłymi kolorami jesieni. 
W styczniu podjęłam zobowiązanie przygotowania listy postanowień noworocznych, do czego niestety nigdy nie doszło. Nie znaczy to jednak, że niczego nie postanowiłam. Noszę się z zamiarem częstszego czytania. Mam jednak tę paskudną cechę, że ciężko mi zając się czymkolwiek, kiedy mam na głowie mniejsze lub większe problemy. Ostatnio doszło do tego, że czytanie (dla przyjemności) stało się dla mnie prawdziwym luksusem, na który moja podświadomość nie chce mi pozwolić, dopóki nie uporam się z wieloma sprawami. Moim postanowieniem będzie więc codzienne czytanie przynajmniej 20 stron. Na początek "Zabić drozda" oraz "Franny i Zooey", książki które odkąd pamiętam odkładałam "na później".

What I wore today: h&m pants | h&m shirt | american apparel jacket

lost in time




























 Dziś rano zorientowałam się, że brązowe spodnie są moim letnim "mundurkiem" już trzeci rok! Nosiłam je więc będąc jeszcze studentką. Może z tej perspektywy nie wyglądają zachwycająco, ale nadal bardzo je lubię. Okazuje się także, że niektóre ubrania z zary potrafią wygrać z czasem.