wardrobe staples #1 - barbour jacket

via unejeunedemoiselle
Trochę za późno na rozważania na temat kurtki wiosennej, zbyt wcześnie żeby myśleć o jesiennym okryciu wierzchnim. Temat także nieszczególnie mnie dotyczy, bo właściwie posiadam już jeden beżowy klasyczny trencz oraz całkiem nową kurtkę z H&M, udającą woskowaną. Posiadam, choć obojgu daleko do ideału. Wiem, że na organizowanie się zawsze jest odpowiedni moment, ale dylemat pod tytułem "co wybrać?", spokojnie mogę (muszę) odłożyć na przyszły rok. Skąd więc pomysł na dzisiejszy post?
Sentyment.  Może to dlatego, że księżna Diana zginęła w święta Wielkanocne (lub też to tylko jedno z moich urojeń z dawnych lat?) albo też z innego, nieznanego mi powodu, zawsze wiosną, w okresie około-świątecznym, myślę o brytyjskiej rodzinie królewskiej ;) Nie inaczej było w tym roku. Zwłaszcza, że właśnie niedawno trafiłam na zdjęcie widoczne obok. Dalej wszystko powinno być już jasne: królowa - marka Barbour - pasta kiwi (chwalą się tym na swojej stronie internetowej)... Prosta logika. Oto geneza powstania dzisiejszego wpisu.
Kurtki Barbour (na temat marki, chyba wszystko, napisał już Mr Vintage) to klasyka, źle komponują się chyba tylko z suknią wieczorową. Modele te same od lat (zdjęcie Williama i Harry-ego powstało w 1987 roku), koniecznie w podszewką w kratkę. Chętnie zrobiłabym dla niej miejsce na swojej wyśrubowanej liście odzieży. 

menswear



























What I wore today: topshop pants | vintage knit | new look loafers