fundamental things

Minęły już prawie trzy lata od chwili, kiedy publikowałam na blogu swój pierwszy post. Jakieś kolejne dwa, odkąd zaczęłam uważnie śledzić blogi modowe. Przez ten czas doszłam do pewnych wniosków: po pierwsze, nikt nie wygląda rewelacyjnie tak po prostu. Świetny wygląd to zasługa czasu poświęconego na kreowanie własnego wizerunku, analiza i wyciągnie wniosków. Kolejna zasada, którą staram się kierować brzmi: nie wszystko co jest ładne nadaje się do noszenia. Mówię więc zdecydowane "raczej nie" wyszukanym wzorom, formom, falbanom itp. Podziwiam raczej osoby noszące proste rzeczy, trochę w męskim stylu, doskonale zestawione kolorystycznie. Niestety (dla mnie) na większości polskich blogów króluje przepych. Post raczej samodyscyplinujący, jeśli jednak macie ochotę zapraszam do lektury.


 KOSZULA Z DŁUGIM RĘKAWEM - nieważne czy klasyczna biała czy flanelowa, istotne by była dość luźna (dopasowane chyba zawsze będą kojarzyły mi się z garsonką i nudną pracą). Długie rękawy, które można dowolnie podwijać i odwijać. Swój ideał tego gatunku nabyłam na poświątecznej wyprzedaży w H&M - flanelowa koszula w kratę w ciemnych kolorach. Bardzo doceniam również jedwabne koszule.


KLASYCZNY TRENCZ - komentarz chyba jest zbędny ;) Poproszę w kolorze oliwkowo - zielonym. Jeszcze szukam, ale kiedy już znajdę, nie zamierzam rozstawać się z nim aż do lata.

SWEATSHIRT - wykonany z materiału, z którego zwykło się szyć sportowe bluzy, bawełniany, z angory... To naprawdę bez znaczenia. Dla mnie ta cześć garderoby całkowicie wyparła popularne jeszcze całkiem niedawno kardigany. Wygodny, klasyczny w jasnym lub ciemnym odcieniu. Mój faworyt to burgund (chociaż nie doczekałam się go do tej pory w szafie, wiem jednak doskonale gdzie szukać :).

MOKASYNY - chyba jedne z najwygodniejszych butów na świecie, a przy tym prezentują się doskonale na nogach (choć wiem, że wiele osób nie podzieli tego zdania). Właśnie niedawno kupiłam już czwartą parę, niestety poprzednicy nie doczekali nadchodzącego sezonu wiosennego.



 CHELSEA BOOTS - ideał pewnie krąży gdzieś w przestrzeni internetu. Uwielbiane przeze mnie w zestawieniu ze spodniami sięgającymi kostek.

SKINNY JEANS - patrz punkt wyżej. Zdecydowanie mój ulubiony fason spodni. 

OKULARY - przeciwsłoneczne lub korekcyjne. Dla niektórych modny gadżet, dla większości niezbędny towarzysz życia. W moim przypadku to drugie.

DETALE DETALE... biżuteria głównie w kolorze złota, lecz przede wszystkim zwykłe szczegóły, które uczynią strój niezwykłym: sposób zapięcia koszuli, wywinięcia rękawa, noszenia czapki...... A także konsekwencja pod względem doboru kolorów.



Pozostaje mi tylko nie ulegać chwilowym modom i konsekwentnie, choć nie dosłownie, trzymać się powyższej listy.

5 komentarzy:

  1. Ja też dzięki blogowi doszłam do pewnych wniosków. Popieram prostotę, choć przyznam się, że skusi mnie czasami jakiś wzór;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wartościowy wpis. Również uważam, że na blogach coraz trudniej o inspirację prostymi, wyważonymi strojami, które nie wyglądają jak przebrania. Właściwie wszystkie wymienione przez Ciebie obowiązkowe części garderoby u mnie też są tymi podstawowymi. Co prawda parkę będę nosiła dopiero późną wiosną, ponieważ genialny egzemplarz jaki dostałam od Szpiegowskiej jest z cieniutkiego lnu. Jak już będzie wystarczająco ciepło, to nie będę się z nią rozstawać. Do listy dodałabym jedynie kapelusz, który dla mnie zawsze jest bardzo ważnym elementem ubioru (albo czapka zimą).

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post! Zgadzam się doskonale z tym, że na blogach panuje przepych, to przykre, ale prawdziwe.
    u m i a r <3

    OdpowiedzUsuń
  4. świetne fotki :) gratuluje trzech lat na blogspocie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. fajny post :) detale najważniejsze, bo przyciągają wzrok :)

    OdpowiedzUsuń